Przez przełęcz Fernpass | Via Claudia Augusta #5

Najtrudniejszy dzień wyprawy przez Tyrol

To był dzień, który zapamiętamy jako najtrudniejszy dotąd. Zaczęliśmy spokojnie – w Lermoos, w cieniu masywu Zugspitze, a skończyliśmy w Landeck, po drodze pokonując Fernpass, jedną z bardziej znanych przełęczy Tyrolu. Szuter, kamienie, długie podejście, a potem techniczny zjazd – etap krótszy niż wcześniejsze, ale o zupełnie innym charakterze. W górach 60 kilometrów potrafi zmęczyć bardziej niż setka na nizinach, ponieważ tutaj nie ma ani chwili wytchnienia.


📍 Trasa: Lermoos → Fernpass → Nassereith → Imst → Landeck
📏 Dystans: ok. 61 km
⛰️ Przewyższenia: ok. 940 m w górę / 1100 m w dół
🕒 Czas przejazdu: ok. 6 h 40 min (z przerwami)
🌤️ Warunki: słonecznie, ciepło, miejscami wiatr
🏞️ Miejsca: Lermoos, Fernpass, Nassereith, Imst, Landeck

Ślad GPX: [Mapy Google 🚴‍♂️🌄]


Poranek w Lermoos

Lermoos budzi się spokojnie, a w powietrzu czuć chłód typowy dla wysokich dolin. Nad miasteczkiem góruje Zugspitze, najwyższy szczyt Niemiec, który z tej perspektywy wygląda jak strażnik całej doliny.
Kilka kilometrów płaskiego dojazdu pozwala się rozgrzać. Chwilę później mijamy furtkę w ogrodzeniu – znak, że zaczyna się górski odcinek Via Claudia Augusta. Od razu pojawia się sypki szuter, a opony ślizgają się przy każdym mocniejszym naciśnięciu pedału. Już po chwili wiadomo, że lekko nie będzie – szczególnie dla nas.

To nie jest trasa dla rowerów szosowych. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego więc pchamy po niej właśnie takie rowery. Odpowiedź jest prosta: nie jesteśmy zawodowcami i nie udzielamy profesjonalnych porad. Opisujemy po prostu to, co sami przeżywamy. Nasze rowery kupowaliśmy dość dawno, w czasach, gdy gravele dopiero pojawiały się na rynku i były rzadkością. Nie chcieliśmy wydawać pieniędzy na nowy sprzęt, dlatego postanowiliśmy dostosować to, co mamy, do naszych planów. Może dla niektórych to nieprofesjonalne, a nawet trochę świętokradcze, ale działa.

Prosimy więc o wyrozumiałość zawodowych kolarzy – my po prostu lubimy jechać. A że czasem trzeba zejść i popchnąć rower? Cóż, ten odcinek zdecydowanie nie jest komfortowy dla szosówek, ale jeśli bardzo się chce, to wszystko da się przejechać.


Podjazd na Fernpass

Pierwsze metry w górę szybko przypominają, że Tyrol to już prawdziwe Alpy. Droga od razu nabiera ostrości – szuter jest sypki, a każdy zakręt staje się wyzwaniem. Miejscami nachylenie jest tak duże, że nawet przy najlepszych przełożeniach trzeba zejść z roweru i pchać.

Jak pisaliśmy wcześniej, na cienkich oponach nie jest łatwo, ale nie chodzi nam o rekordy. Wiemy, że gravel albo MTB poradziłyby sobie tu znacznie lepiej, jednak my wciąż jedziemy na swoich starych, szosowych maszynach. I choć to może wyglądać jak brak rozsądku, to w rzeczywistości to po prostu nasz sposób na podróż. Nie ścigamy się, tylko przeżywamy trasę po swojemu.

Z każdym kilometrem tempo spada, ale za to z lasu słychać potoki, a z każdym zakrętem widok staje się coraz szerszy. Trudno o lepsze połączenie wysiłku i emocjonalnego resetu. Po około dwunastu kilometrach osiągamy Fernpass – 1212 m n.p.m.. To miejsce, które od czasów rzymskich było jednym z najważniejszych przejść przez Alpy. Dziś tętni ruchem samochodów i pełne jest straganów z pamiątkami, ale wystarczy odejść kilkanaście metrów w bok, aby znów poczuć przestrzeń i spokój.

Krótki odpoczynek, łyk wody, parę zdjęć – i czas ruszać dalej. W końcu każdy podjazd ma swój koniec, a za nim zawsze czeka zjazd.


Zjazd po kamieniach

Za przełęczą zaczyna się zjazd, który trudno nazwać przyjemnym. Szlak prowadzi po grubych kamieniach, a miejscami przypomina bardziej górski trakt niż drogę rowerową. Opony ślizgają się, hamulce piszczą, a kierownica drży przy każdym większym uderzeniu. Zjazd wymaga skupienia i cierpliwości, bo tu nie chodzi o prędkość, lecz o przetrwanie.

Powtarzamy się. ale dla rowerów szosowych to prawdziwy test. Każdy kamień potrafi dać się we znaki, a opona wydaje się krucha jak papier. Czasami po prostu trzeba zejść i sprowadzić rower, żeby nie ryzykować przebicia lub upadku. Ale dajemy radę, ponieważ chcemy przeżyć całą Via Claudia Augusta taką, jaka jest, bez omijania trudnych fragmentów.

Po kilkunastu minutach docieramy do doliny Nassereith, gdzie można wreszcie odetchnąć. Kilka łyków wody i spojrzenie w stronę przełęczy – wygląda teraz zupełnie inaczej, gdy jest już za nami. Potem jeszcze kilka kilometrów i w końcu pod kołami znów pojawia się asfalt. Po takim zjeździe brzmi jak luksus, choćby był daleki od ideału.


Imst i niespodziewana cisza

Po trudnym zjeździe droga wreszcie łagodnieje. Wokół robi się szerzej, pojawiają się pierwsze zabudowania, a przed nami Imst – największe miasto na dzisiejszym odcinku Via Claudia Augusta. Liczyliśmy, że tutaj wreszcie zatrzymamy się na kawę i coś do jedzenia. Jednak rzeczywistość okazała się inna.

Miasto, mimo że położone w samym sercu Tyrolu, wyglądało jakby zatrzymało się w połowie dnia. Sklepy pozamykane, na ulicach pusto, tylko słońce odbija się w witrynach. Dwie kawiarnie, które mijamy, są pełne po brzegi. Jedna z nich pachnie tak, że aż żal odjeżdżać, ale kolejka sięga drzwi. Ruszamy więc dalej, z nadzieją, że coś znajdziemy po drodze.

Kilka kilometrów za miastem, w niewielkiej miejscowości Dorfwirt, trafiamy na mały Gasthof. Prowadzi go turecka rodzina – ciepło, serdecznie i bez pośpiechu. To jeden z tych momentów, gdy prosty posiłek smakuje jak uczta. Zresztą bardzo nam potrzebna, ponieważ byliśmy już o krok od tak zwanej „kolarskiej bomby” czyli całkowitego odcięcia energii do jazdy.

Wzdłuż rzeki Inn do Landeck

Za Imst krajobraz zmienia się niepostrzeżenie. Góry jakby się odsunęły, a dolina staje się szersza i bardziej przyjazna. Trasa prowadzi teraz wzdłuż rzeki Inn, która od wieków wyznacza rytm życia w tej części Tyrolu. Po wcześniejszych podjazdach to prawdziwa ulga – droga biegnie lekko w dół, asfalt jest równy, a wiatr sprzyja.

Jedziemy w ciszy. Każdy z nas znalazł własne tempo i własny sposób, aby cieszyć się tą chwilą. Z lewej strony słychać szum rzeki, z prawej – dzwonki krów na odległych pastwiskach. Czasem ktoś machnie ręką z podwórka, czasem zatrzyma się samochód, żeby przepuścić rowerzystów. Wszystko dzieje się spokojnie, bez pośpiechu.

W takich momentach człowiek przypomina sobie, po co właściwie wyruszył w drogę. Nie po rekordy ani statystyki, ale po ten właśnie stan – poczucie drogi i przestrzeni. Po kilku godzinach jazdy pojawiają się pierwsze zabudowania Landeck. Wtedy dopiero dociera do nas, jak długi i wymagający był ten dzień.

Na mapie to tylko 61 kilometrów, ale w rzeczywistości – znacznie więcej. W nogach, w głowie i w pamięci. Bo Via Claudia Augusta po raz kolejny udowadnia, że liczy się nie dystans, doświadczenie przestrzeni.


Podsumowanie etapu

To był najbardziej wymagający dzień całej dotychczasowej wyprawy. Krótszy dystans, ale intensywny od pierwszego do ostatniego kilometra. Podjazd na Fernpass był próbą sił, a zjazd po kamieniach – testem cierpliwości. Dopiero za Imst, gdy droga prowadziła wzdłuż rzeki Inn, można było złapać spokojniejszy rytm.

W nogach czuliśmy każdy metr przewyższenia, lecz satysfakcja była ogromna. Bo właśnie tak wygląda prawdziwe doświadczenie drogi: trochę zmęczenia, trochę frustracji, ale też mnóstwo drobnych momentów, które zostają w pamięci. Nie wszystko musi być idealne, żeby było piękne. Dla nas ten etap był czymś więcej niż tylko kolejnym odcinkiem Via Claudia Augusta. To dzień, w którym naprawdę poczuliśmy, że jesteśmy w Alpach – z ich surowością, nieprzewidywalnością i majestatem, które nie potrzebuje wielkich komentarzy.


O projekcie „Via Claudia Augusta na rowerze”

Via Claudia Augusta to dawna rzymska droga handlowa prowadząca z północnych Niemiec przez Alpy do Włoch. Dziś to jedna z najciekawszych tras rowerowych Europy, łącząca historię, kulturę i piękne krajobrazy. W tej serii opisujemy kolejne etapy wyprawy, pokazując Bawarię, Tyrol i Włochy z perspektywy roweru – z drogi, z przystanków, z miejsc, które warto zobaczyć.

Posts created 36

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top