53-kilometrowy odcinek z Regensburga do Straubing to trasa, która łączy imponujące zabytki z malowniczymi krajobrazami doliny Dunaju. Po wczorajszym wyczerpującym etapie, gdzie dominowały błoto i deszcz, dzisiejszy dzień przyniósł oczekiwaną poprawę. Dobra nawierzchnia i spokojna pogoda sprawiły, że jazda była przyjemnością, choć nie brakowało punktów wartych zatrzymania.
Długość trasy: 53 km
Poziom trudności: łatwy
Czas przejazdu: około 3 godziny
Ślad GPX: Mapy Google 🚴♂️🌄

Regensburg – szybkie pożegnanie
Poranek rozpoczęliśmy w Regensburgu, gdzie krótki spacer pozwolił nam zobaczyć kilka symboli miasta – m.in. kamienny most i gotycką katedrę. Deszcz, który towarzyszył nam poprzedniego dnia, wciąż unosił się w powietrzu, choć już w lżejszej formie. Nie mieliśmy jednak czasu na dłuższe zwiedzanie – prognozy pogody zapowiadały opady po południu, więc szybko ruszyliśmy w trasę.







Walhalla – świątynia pamięci narodowej
Kilka kilometrów za Regensburgiem, na wzgórzu Bräuberg, zatrzymaliśmy się przy Walhalli. Monumentalne mauzoleum w stylu greckiej świątyni zostało zbudowane w XIX wieku z inicjatywy króla Ludwika I Bawarskiego. Jego celem było upamiętnienie wybitnych postaci niemieckojęzycznego świata, od poetów po naukowców. W środku znajduje się ponad 200 popiersi, w tym Marcina Lutra.
Największe wrażenie robi jednak widok z tarasu Walhalli – panorama doliny Dunaju rozciąga się aż po horyzont. Spoglądając z tego miejsca, łatwo zrozumieć, dlaczego Ludwik I wybrał właśnie tę lokalizację. To nie tylko miejsce historyczne, ale także punkt widokowy, który przyciąga zarówno turystów, jak i rowerzystów.








Trasa przez Niebelungengau
Dalsza część trasy wiodła przez region Niebelungengau, znany z legend o Niebelungach. Krajobraz tutaj zmienia się w stronę bardziej surowego – rzeka otoczona jest stromymi wzgórzami, a lasy i pola tworzą charakterystyczne dla tej części Bawarii pejzaże. Dobra asfaltowa nawierzchnia pozwoliła nam cieszyć się widokami, jednocześnie utrzymując tempo. Po drodze zatrzymaliśmy się w Wörth, niewielkim miasteczku, które idealnie nadaje się na krótki odpoczynek. Kawa i lokalne przekąski dodały nam energii na dalszą część drogi, a pochmurne, ale suche niebo sprzyjało podróży.






Finisz w Straubing
Ostatnie kilometry prowadziły przez płaskie pola i mniejsze miejscowości. Choć nawierzchnia w końcówce zmieniła się na szutrową, tym razem nie sprawiła większych trudności – była sucha i dobrze utrzymana. Kilkanaście minut przed metą zauważyliśmy na horyzoncie ciężkie chmury, ale udało nam się dotrzeć do Straubing, zanim deszcz przypomniał o swoim istnieniu.





Straubing to miasto o długiej historii, które obiecujemy sobie odkryć po zmroku. Po dzisiejszym dniu czujemy, że wreszcie złapaliśmy właściwy rytm – asfaltowe trasy, wiatr w plecy i ciekawostki po drodze sprawiły, że ten etap to coś więcej niż przejazd. To podróż, w której historia, natura i kultura łączą się w idealnych proporcjach.

