Trzynasty etap naszej podróży wzdłuż Dunaju miał być spokojnym przejazdem przez Dolinę Wachau – region znany z łagodnego klimatu, winnic i morelowych sadów. Ale jak to często bywa w podróży, plany musiały zmierzyć się z rzeczywistością. Zaczęliśmy od niekomfortowego odcinka ruchliwej drogi, a skończyliśmy w upale, z wiatrem wiejącym prosto w twarz. Mimo to, Dolina Wachau okazała się miejscem, które warto było zobaczyć, nawet jeśli warunki nie zawsze były idealne.
Długość trasy: 66 km
Poziom trudności: łatwy
Czas przejazdu: około 3,5 godziny
Ślad GPX: Mapy Google 🚴♂️🌄

Niekomfortowy start
Tuż za Grein czekał nas 11-kilometrowy odcinek dość ruchliwej drogi, pozbawionej nawet minimalnego pobocza. Jazda w takich warunkach była niekomfortowa, a czasem wręcz stresująca. Na szczęście po pokonaniu tego fragmentu wjechaliśmy na spokojną, dobrze utrzymaną trasę rowerową, która prowadziła tak blisko brzegu Dunaju, że niemal mogliśmy dotknąć wody ręką. To był moment, gdy poczuliśmy, że podróż znów nabiera właściwego rytmu.




Nibelungi
Kolejny fragment trasy wiódł przez region Nibelungengau, nazwany tak na cześć średniowiecznej legendy o Nibelungach. To właśnie tutaj rozgrywała się opowieść o Zygfrydzie i pięknej Krymhildzie, pełna namiętności, zdrady i zemsty. Legenda ta stała się inspiracją dla Ryszarda Wagnera, który stworzył na jej podstawie operowy cykl „Pierścień Nibelunga”. Jadąc przez ten region, trudno nie poczuć, że historia i mitologia wciąż tu żyją, wpisane w krajobraz i kulturę.



Opactwo i lew
Po przejechaniu około 45 kilometrów dotarliśmy do Melk, miasta znanego przede wszystkim z imponującego barokowego opactwa benedyktyńskiego, wpisanego na listę UNESCO. Opactwo w Melk to nie tylko architektoniczne arcydzieło, ale też miejsce o ogromnym znaczeniu historycznym i kulturalnym. Warto zatrzymać się tu na chwilę, by podziwiać jego bogate wnętrza i ogrody.
W Melk uwagę przykuwają również symbole, takie jak lew trzymający klucz. Może on symbolizować zarówno odwagę i ochronę, jak i duchową władzę oraz dostęp do mądrości – wartości, które od wieków były związane z opactwem. Lew to także symbol ewangelisty Marka, co dodaje temu miejscu dodatkowego, religijnego wymiaru.
W mieście warto też odwiedzić Haus am Stein, najstarszy dom w Melk, który jest świadkiem długiej historii tego miejsca.





Winnice, morele i śródziemnomorski klimat
Po opuszczeniu Melk wjechaliśmy w Dolinę Wachau, która jest prawdziwą perłą Austrii. To właśnie tutaj, na zboczach gór, rozciągają się winnice i sady morelowe, które nadają temu regionowi wyjątkowy charakter. Choć na początku etapu nie widzieliśmy jeszcze winnic, to w końcu pojawiły się – najpierw skromne, potem coraz bardziej okazałe. Morelowe sady, które mijaliśmy, były ogromne i pachnące, a ich obecność przypominała, że Dolina Wachau to nie tylko wino, ale też inne smaki.
Dolina Wachau słynie z mikroklimatu, który przypomina śródziemnomorski. Jadąc wzdłuż Dunaju, można poczuć, jak łagodne powietrze i słońce otulają cały krajobraz. To miejsce, gdzie natura i człowiek współpracują od wieków, tworząc harmonijną całość.







Wyzwania na finiszu
Ten etap pokonywaliśmy w ponad 30-stopniowym upale, który jednak nie był aż tak uciążliwy, dzięki silnemu wiatrowi. Niestety, wiatr wiał nam prosto w twarz, co znacznie utrudniało jazdę. Mimo to, widoki i atmosfera Doliny Wachau wynagradzały wszelkie trudy. Ostatnie kilometry do Spitz mijaliśmy w otoczeniu winnic i morelowych sadów. Spitz to niewielkie, ale sympatyczne miasteczko. Jego malownicze położenie nad Dunajem, w sercu Doliny Wachau, sprawia, że jest to miejsce, gdzie warto odpocząć i poczuć przyjemny klimat Krainy Łagodności.






