IX etap: Końcowe odliczanie

Nadszedł kulminacyjny moment naszej rowerowej przygody. Podróż zatoczyła koło, prowadząc nas z powrotem do Trydentu, miejsca, skąd wystartowaliśmy. Zostało nam ostatnie 50 kilometrów wzdłuż leniwie wijącej się Adygi, otoczonej morzem winnic i pachnących sadów jabłkowych.

  • Długość trasy: 51 km
  • Poziom trudności: łatwy
  • Czas przejazdu: około 3,5 godziny
  • Ślad GPX: Mapy Google 🚴‍♂️🌄

Poranek w Avio

Śniadanie okazało się liche. Zdawaliśmy sobie sprawę, że włoski poranek witany jest na słodko – croissantem i espresso, ale zazwyczaj miejsca, w których przyszło nam nocować, ofiarowywały choćby skromną alternatywę w postaci jajka czy kawałka sera. Tym razem jednak doświadczyliśmy pełni włoskiego menu śniadaniowego – bez żadnych ustępstw, słodko od początku do końca, poza wyjątkiem w postaci kawy i kefiru naturalnego. Nasze słowiańskie żołądki stanęły przed prawdziwym wyzwaniem. Niemniej, gdy wyruszyliśmy w dalszą drogę, wszelkie kulinarne dolegliwości szybko odeszły w zapomnienie, szczególnie że etap z Avio do Trydentu miał być przyjemnym zwieńczeniem wyprawy.

Ala

Brzmiało jak imię z polskiego elementarza, lecz w istocie było to pierwsze miasteczko, które napotkaliśmy po drodze. Pięknie położone na wzgórzu, pamiętające czasy średniowiecza, kiedy to przeżywało swój złoty wiek. Warto zatrzymać się tam na chwilę, aby pospacerować kamiennymi uliczkami, które prowadzą do kilku historycznych pałaców z XVII i XVIII wieku. W Palazzo Angelini czy Palazzo de’ Pizzini, zatrzymywali się podobno Napoleon Bonaparte oraz Wolfgang Amadeusz Mozart ze swoim ojcem.

Animacja trasy 9. etapu z Avio do Trydentu

Sprzeciwiając się nawigacji

Po opuszczeniu Aly nasza droga wiodła przez sielskie krajobrazy wiejskie. Wierni ścieżkom wzdłuż Adygi i przyjaznej trasie rowerowej, ignorowaliśmy zuchwałe sugestie naszych nawigacji, które konsekwentnie upierały się, aby skierować nas na drogi samochodowe. Odrzucając ich cyfrowe protesty, w harmonii z otoczeniem przemierzaliśmy obszary rozpościerających się aż po horyzont winnic, świadczących o niesamowitej urodzajności tych ziem.

Miasto muzeów

Po około 30 kilometrach dotarliśmy do Rovereto. Skutki naszego niedostatecznie pożywnego śniadania zaczęły być odczuwalne, co skłoniło nas do poszukiwań czegoś bardziej sycącego do spożycia. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że to niewielkie miasto nad Adygą posiada naprawdę imponującą liczbę zabytków oraz ciekawostek.

Do największych atrakcji należą:

  • Mart – wielkie Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej, jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Rovereto;
  • Dom Sztuki Futurystycznej Fortunato Depero – czołowego przedstawiciela futuryzmu, jednego z najważniejszych włoskich artystów XX wieku
  • Zamek w Rovereto – można w nim odwiedzić Włoskie Muzeum Historii Wojny, prezentujące mundury, zbroje, broń i dokumenty, opowiadające o ponad pięciu wiekach walk i wojen, od Renesansu aż po I Wojnę Światową;
  • Dzwon Poległych – jeden z największych rozbrzmiewających dzwonów na świecie, ma 3,36 m wysokości i średnicę 3,21 m. Został wytopiony w 1924 roku z brązu pozyskanego z dział armatnich używanych przez różne narody biorące udział w I wojnie światowej. Od tamtej pory, uderzając sto razy o zachodzie słońca, symbolicznie nawołuje do braterstwa;
  • Muzeum Nauk i Archeologii – archeologia, zoologia, botanika, astronomia, nauki ścisłe, robotyka – to dziedziny prezentowane w tym jednym z najstarszych włoskich muzeów.

Zmiana strefy klimatycznej

Nasze ostatnie kilometry powoli wyrywały nas z objęć ciepłego klimatu śródziemnomorskiego, by coraz mocniej wpychać w chłodniejsze objęcia alpejskiego krajobrazu. Wspaniałe winnice stopniowo ustępowały miejsca równie imponującym sadom jabłkowym. To właśnie w ich towarzystwie zaczęliśmy odmierzać pozostałe do mety kilometry. Mijając małe lotnisko, coraz wyraźniej odczuwaliśmy, że Trydent jest już na wyciągnięcie ręki.

Nadzieja

Siedząc na tarasie wynajętego apartamentu, delektując się ciepłym wieczorem i lampką lokalnego wina, myślami byliśmy jeszcze w podróży. Za nami ponad 500 kilometrów trasy. Jedno obtarte kolano, jedno użądlenie osy w palec, jedna przebita dętka i jedna zgubiona lampka – to były tylko drobne przeszkody na drodze do przeżyć, które na długo zapiszą się w naszych wspomnieniach. Włochy pokazały nam, że każdy kilometr może skrywać jakąś opowieść. I chociaż Trydent zamyka naszą obecną przygodę, otwiera zarazem drzwi do snucia planów kolejnych wypraw, które – mamy nadzieję – czekają na nas tuż za horyzontem.

Nocleg

Trydent (Trento) 9-12 lipca
Appartamento con veranda
Via per L’Osservatorio 35
38122 Trento (rezerwacja przez Booking.com)

Posts created 36

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top